NAJLEPIEJ SPRZEDAJĄCE SIĘ TYTUŁY
Wydawnictwo Cyklady
skr. poczt. 36, 04-026 Warszawa 50
tel./fax. (022) 810-71-87
e-mail: info@cyklady.com.pl
  szukaj
FRAGMENT "POCIĄG KASZTNERA. HISTORIA REZSO KASZTNERA, NIEZNANEGO BOHATERA HOLOKAUSTU" ANNY PORTER
2010-04-02
           
Anna Porter „Pociąg Kasztnera. Prawdziwa historia Rezso Kasztnera, nieznanego bohatera Holokaustu", przełożył Sebastian Musielak

            Podczas tego pierwszego ich spotkania Eichmann pochylił się nagle do przodu w swoim niskim fotelu i zapytał Kasztnera:
- Wie pan, kim ja jestem? - I nie czekając na odpowiedź, powiedział: - Jestem komisarzem światowego żydostwa. To ja decyduję, ilu Żydów będzie żyć, a ilu zginie. Powierzono mi zadanie oczyszczenia ulic Europy z Żydów.
            Kasztner stał w drzwiach jak posąg. Do końca życia zapamięta gęstą mgłę tytoniowego dymu, niebiesko-białą tapetę, usłużnego adiutanta, kładące się na Eichmannie cienie z prześwietlonego okna. „Mieliśmy świadomość, że stoimy twarzą w twarz z głównym architektem zagłady Żydów", napisze później.
            Na rogu blatu pustego biurka Kasztner zauważył Państwo Żydowskie Teodora Herzla.
- Fascynująca książka, nieprawdaż? - zagadnął Eichmann. - Wy, syjoniści, chcecie mieć terytorium, gdzie mielibyście święty spokój. My, narodowi socjaliści, chcemy tego samego: żebyście mieli swoje terytorium. Daleko od naszego. I tylko o to zawsze mi chodziło: abyście mieli twardy grunt pod stopami! - krzyknął. - Pokochałem tę książkę! W głębi duszy jestem romantykiem, tak jak pan. Ta książka poruszyła we mnie romantyczną nutę. Uwielbiam góry, rzeki, lasy. Aż się nie chce wierzyć, że Żyd mógł napisać coś tak pięknego.
            Eichmann wskazał dwa krzesła po drugiej stronie biurka, w głębi pokoju. Kasztner przypomniał sobie, że zna ten układ mebli z gabinetu dyrektora swojej szkoły w Kolozsvárze, gdzie był wzywany na rozmowy dyscyplinarne. Eichmann zapalił kolejnego papierosa.
- Mówię płynnie po hebrajsku - powiedział machając dłonią nad popielniczką. - Lepiej niż większość z was. Nasi Żydzi w Niemczech mówili tylko w jidysz, w tej swojej skundlonej niemczyźnie. Nigdy się nie nauczyli mówić w ojczystym języku.
            Eichmann z dumą wspomniał o fantastycznym pomyśle marszałka Rzeszy Hermanna Göringa, by przesiedlić Żydów do południowo-wschodniej Polski po wyeliminowaniu miejscowej ludności. Marszałek chciał w oryginalny sposób nauczyć Żydów samodzielności: zrównać z ziemią całą zabudowę, przeorać obsiane zbożem pola i zatruć studnie.
- Nauczyliby się budować, uprawiać pola i szukać wody - Eichmann powiedział Kasztnerowi. - Praca. Znaleźliśmy idealne miejsce w okolicach Niska nad Sanem. Wysłałem tam nawet kilku Żydów, żeby się rozejrzeli. Duży teren, pomyślałem sobie, dlaczego nie wysiedlić Polaków i nie przenieść tam Żydów? Heydrich się zgodził. Ale wtedy wmieszał się w sprawę ten idiota, „polski Frank". Wyobraźcie sobie, że świeżo upieczony pan generalny gubernator Frank nie chciał moich Żydów, bo dość miał swoich! - Eichmann wybuchnął głośnym, zimnym śmiechem. Kiedy się śmiał, usta miał otwarte, a oczy zamknięte. Polski Frank poskarżył się Hitlerowi, że nowa polityka deportacyjna zmierza do przekształcenia Generalnego Gubernatorstwa w „śmietnisko ras".
            Lecz Eichmann się nie poddał. Podkreślając słowa żywą gestykulacją, opowiedział Kasztnerowi, jak przyszedł mu do głowy Madagaskar.
- Przecież sam Herzl brał go pod uwagę, nieprawdaż? Na wypadek, gdyby Palestyna okazała się niedostępna. Pojechałem raz ją zobaczyć, tę waszą Ziemię Obiecaną. Chciałem się upewnić, że wystarczy tam miejsca dla wszystkich Żydów z Niemiec. I z Austrii. Z Polski nie, polskich Żydów to nie dotyczyło. Takie same pasożyty jak wszyscy Polacy.
            Ale potem w Berlinie schronił się przed Anglikami Wielki Mufti Jerozolimy i nie mogliśmy już dłużej popierać imigracji do Palestyny.
- Chyba tutejsi działacze żydowscy wiedzą o tym, że to Anglicy blokują wjazd? I że Amerykanie są przeciwni przyjmowaniu nowych imigrantów? Konferencja na Bermudach gówno wam dała! - wykrzyknął. - Sam SS-Reichsführer był gotów was wypuścić, ale nikt nie chciał was wziąć!
- Pan i ja jesteśmy idealistami - ciągnął podniecony Eichmann. - Chcemy tego samego, różnią nas tylko metody.
            Kasztner doskonale znał założenia starego Planu Europa nazistów: konfiskata całego majątku w zamian za certyfikat do Palestyny. Po godzinnej tyradzie Eichmann wreszcie zamilkł, czekając na reakcję Kasztnera.
            Ten po pierwsze próbował przekonać Eichmanna, że ma przed sobą prawdziwego przedstawiciela legendarnego „światowego żydostwa", w którego istnienie tak uparcie wierzył Hitler. Poinformował Eichmanna, że Żydzi całego świata podejmą się ratowania swoich europejskich współwyznawców, jeśli tylko dać im szansę. Błagał o wstrzymanie deportacji na czas negocjacji Branda z kierownictwem „wszystkich Żydów" w Stambule. Twierdził, że rozmawiał z Jointem w Szwajcarii i otrzymał instrukcje dotyczące negocjacji. Prawda wyglądała oczywiście inaczej. Przedstawiciel Jointu Saly Mayer zwierzył się Brandowi, że ma pusty skarbiec: na działalność w roku 1940 i 1941 otrzymał niecałe dziesięć tysięcy dolarów, a na kolejne półtora roku nie dostał nic, gdyż szwajcarskie banki nie wiedziały, jak postępować z napływającymi ze Stanów Zjednoczonych darowiznami. Mayer wyraził wówczas opinię, że Żydzi z Europy Wschodniej zbyt łatwo ulegają panice; osobiście nie wierzył w raporty o obozach systematycznej zagłady.
            Kasztner spytał Eichmanna o akty okrucieństwa w gettach i o pękające w szwach wagony bydlęce z Żydami z Rusi Podkarpackiej.
- Jeśli w wagonach jadących z północnego-wschodu było więcej niż dziewięćdziesiąt osób, to wyłącznie z racji niewielkiego wzrostu pasażerów - odparł Eichmann. - Tamtejsi Żydzi żyją w rodzinach wielodzietnych, a dzieci, jak wiadomo, nie zajmują dużo miejsca.
            Kasztner spytał, czy Eichmann mógłby wstrzymać deportacje na czas negocjacji Branda w sprawie ciężarówek i pozostałych towarów.
- Nie zatrzymam pociągów! - wrzasnął Eichmann. - Macie mnie wszyscy za idiotę czy co?! Gdybym spowolnił tempo deportacji, Żydzi zaczęliby roić, że udało im się zyskać na czasie, i machnęliby ręką na dalsze negocjacje.
            Kasztner przypomniał mu, że wystąpił z propozycją wysłania na granicę stu tysięcy Żydów, dziesięciu procent z negocjowanej liczby, jako gwarancji respektowania warunków umowy. Eichmann odparł, że pamięta, iż cyfra nie była większa niż kilkaset.
            Kasztner powiedział, że nikt nie uwierzy Brandowi, iż SS wywiąże się ze swojej części umowy, jeśli przynajmniej połowa z sześciuset osób, o których rozmawiał wcześniej z Krumeyem, nie zostanie sprowadzona ze wschodnich prowincji do Budapesztu, zanim Niemcy zdążą wszystkich deportować.
- Nie pokazał mi pan jeszcze swojej listy - odparł Eichmann.
            Tak rozpoczęły się negocjacje. Eichmann gwarantował ludzi, których nie zamierzał oszczędzić, a Kasztner towar, którego nie miał. W tej partii pokera jeden z graczy mógł postawić wyłącznie własne życie, drugi mógł co najwyżej stracić twarz.

NOWOŚCI
ZAPOWIEDZI